Historia turystyki w Karkonoszach zwykle kojarzy się z wielkimi nazwiskami, schroniskami i malowniczymi szlakami. Rzadziej pamięta się o tych, którzy dali temu początek. Jednym z takich ludzi był Theodor Donat — skromny mieszkaniec Mysłakowic, który nie dysponował majątkiem ani tytułami, ale miał coś znacznie ważniejszego: upór i wizję.
Donat urodził się w 1844 roku, w niezamożnej rodzinie. Rozpoczął studia filologiczne, lecz z powodów finansowych nie mógł ich ukończyć. Dla wielu byłby to koniec ambicji, dla niego — początek innej drogi. Znalazł pracę jako korepetytor i korespondent w miejscowych zakładach lniarskich. Mysłakowice stały się jego domem i miejscem, gdzie toczyć się miała cała jego działalność.
Codzienne życie nie zapowiadało niczego wielkiego, aż do dnia, kiedy podczas podróży pociągiem usłyszał przypadkową rozmowę o braku turystycznego wykorzystania Karkonoszy. To jedno zdanie rozpaliło w nim myśl, która nie dawała mu spokoju: góry mają potencjał, ale nikt go nie wykorzystuje.
W 1880 roku Donat powołał do życia Towarzystwo Karkonoskie — organizację, która miała zajmować się wytyczaniem szlaków, budową infrastruktury, szerzeniem wiedzy i promocją regionu. Dla niego nie była to jednak kwestia biznesu, lecz misji. Zwykły mieszkaniec niewielkiej miejscowości podjął się zadania, które do tej pory nikt po śląskiej stronie Sudetów nawet nie próbował zrealizować.
Oprócz działalności turystycznej Donat z oddaniem opisywał lokalną historię. To dzięki niemu powstała kronika obejmująca dzieje Mysłakowic, do dziś będąca jednym z ważniejszych dokumentów o przeszłości miejscowości. Niestety, jego życie przerwała choroba — zmarł w 1890 roku, mając zaledwie 46 lat.
Kamień pamięci w Mysłakowicach — symbol człowieka, który działał po cichu
Czterdzieści lat po śmierci Donata mieszkańcy postanowili uhonorować go w sposób, który pasował do jego charakteru — bez pompy, za to bardzo symbolicznie. Przy południowej części mysłakowickiego parku ustawiono kamień pamiątkowy, prosty głaz z inskrypcją. Z czasem napis zniknął, potem go odtworzono, ale sam kamień pozostał na swoim miejscu jako świadek historii.
Nie jest to monumentalny pomnik, który narzuca się z daleka. Raczej miejsce, na które natrafia się podczas spaceru — zatrzymuje na chwilę i przypomina, że region zawdzięcza wiele ludziom, którzy pracowali po cichu, często bez oczekiwania na jakiekolwiek wyróżnienie.
Obok kamienia ustawiono ławki, z których rozciąga się widok na góry. To szczególne miejsce: spokojne, nieco ukryte, idealne na krótki odpoczynek i refleksję. Dziś kamień Donata jest jedną z mniej oczywistych atrakcji Mysłakowic, ale dla osób ciekawych historii regionu — jedną z ważniejszych.

Dlaczego warto tam zajrzeć
Kamień upamiętniający Theodora Donata nie jest typową turystyczną atrakcją, która trafia na foldery reklamowe. Nie ma na nim efektownych dekoracji, nie zachwyca wielkością. A jednak ma w sobie coś wyjątkowego.
- Przypomina, że turystyka w Karkonoszach nie powstała „sama z siebie”.
Był ktoś, kto jako pierwszy pomyślał o szlakach, o promocji, o przewodnikach. - Pokazuje, że historia regionu nie składa się wyłącznie z pałaców i arystokratów.
Tworzyli ją także zwykli ludzie — korepetytor, korespondent, lokals, który miał odwagę marzyć. - Jest dobrym punktem na spokojny spacer po Mysłakowicach.
Ma swój klimat, nieco nostalgiczny, ale szczery i prawdziwy.
Mysłakowice — nie tylko pałac
Wielu turystów przyjeżdża do Mysłakowic, by obejrzeć pałac lub przejść się po parku. Jednak warto zrobić parę kroków dalej — dosłownie i symbolicznie. Kamień Donata to świadectwo tego, że wielkie zmiany zaczynają się czasem od jednego człowieka, który po prostu nie zgodził się na to, by wartościowe miejsca pozostawały w zapomnieniu.
Jeżeli będziesz w okolicy, zatrzymaj się przy tym głazie. Z pozoru zwykły kamień, ale z historią, która nadal żyje — tak długo, jak długo ktoś będzie o niej czytał, wspominał i przekazywał dalej.




