Sezon wakacyjny w pełni. Wiele osób właśnie teraz szuka noclegów na urlop, przeglądając oferty apartamentów, pensjonatów, domków czy gospodarstw agroturystycznych. Internet daje ogromne możliwości, ale niestety jest też miejscem, w którym działają oszuści. Policja po raz kolejny apeluje o rozwagę przed wpłaceniem pieniędzy.
W tym przypadku sprawą zajmują się policjanci z Komisariatu Policji w Kowarach. Prowadzą postępowanie dotyczące oszustwa związanego z rezerwacją pokoju w gospodarstwie agroturystycznym na terenie Kotliny Kłodzkiej.
Kobieta znalazła na jednym z portali ogłoszeniowych atrakcyjną ofertę noclegu. Skontaktowała się z osobą, która podawała się za właściciela obiektu. Po ustaleniu szczegółów wpłaciła na wskazane prywatne konto blisko 500 zł zaliczki. Pobyt miał odbyć się w połowie sierpnia.
Po otrzymaniu pieniędzy kontakt z rzekomym wynajmującym nagle się urwał. Wtedy kobieta zorientowała się, że prawdopodobnie padła ofiarą oszustwa.
Zdjęcie może wyglądać prawdziwie, ale oferta już nie
To jeden z najczęściej spotykanych sposobów działania oszustów. W internecie można znaleźć prawdziwy obiekt noclegowy, skopiować jego zdjęcia i opis, a następnie stworzyć własne ogłoszenie. Czasami zmienia się tylko numer telefonu i dane do przelewu.
Dlatego przed wpłaceniem zaliczki warto zrobić coś bardzo prostego – sprawdzić zdjęcia za pomocą funkcji Google „Wyszukiwanie obrazem”.
Wystarczy wrzucić zdjęcie apartamentu, pokoju czy całego obiektu i zobaczyć, gdzie jeszcze występuje w internecie. Jeżeli nagle okazuje się, że nasze „wymarzone miejsce” znajduje się tak naprawde w zupełnie innej części Polski, powinna zapalić się czerwona lampka.
Warto sprawdzić kilka zdjęć, a nie tylko jedno. Oszust może bowiem wykorzystać fotografie prawdziwego obiektu i na ich podstawie przygotować całkowicie fałszywą ofertę.
Sprawdź obiekt w Google
Kolejna rzecz, którą możemy zrobić, to zwykłe wyszukanie nazwy obiektu w Google.
Większość działających od dłuższego czasu pensjonatów, gospodarstw agroturystycznych czy apartamentów ma swoją stronę internetową. Wiele z nich posiada również profile na Facebooku, gdzie można znaleźć starsze zdjęcia, informacje o działalności czy komentarze gości.
Oczywiście brak strony internetowej nie oznacza od razu oszustwa. Trudno jednak nie mieć wątpliwości, kiedy ktoś oferuje atrakcyjny nocleg, a po wpisaniu nazwy obiektu w wyszukiwarkę nie możemy znaleźć praktycznie żadnych informacji.
Pomocne są także Mapy Google. Warto sprawdzić, czy pod podanym adresem faktycznie znajduje się oferowany obiekt. W wizytówce można znaleźć między innymi numer telefonu, stronę internetową, zdjęcia czy opinie.
Jeżeli ogłoszenie mówi o pięknym pensjonacie, a pod wskazanym adresem znajduje się zupełnie inny budynek albo inny obiekt noclegowy, lepiej nie ryzykować.
Facebook też może dużo powiedzieć
Warto również poszukać obiektu na Facebooku. Nie chodzi oczywiście o to, żeby uznawać liczbę obserwujących za dowód uczciwości. Oszust może przecież stworzyć również fałszywy profil.
Jeżeli jednak obiekt działa od kilku czy kilkunastu lat, zazwyczaj pozostawia po sobie jakiś ślad. Starsze wpisy, zdjęcia, relacje turystów czy informacje dotyczące działalności mogą pomóc ustalić, czy mamy do czynienia z prawdziwym miejscem.
Jeżeli natomiast ktoś wystawia ofertę istniejącego obiektu, ale podaje zupełnie inny numer telefonu lub numer rachunku, sytuacja jest już bardzo podejrzana.
Nie patrz tylko na cenę
Oszuści dobrze wiedzą, że turyści szukają okazji. Dlatego bardzo często oferta wygląda wyjątkowo atrakcyjnie – świetna lokalizacja, ładne zdjęcia i cena wyraźnie niższa od innych obiektów w okolicy.
Sama niska cena nie oznacza jeszcze oszustwa. Jeżeli jednak podobne noclegi kosztują 500–600 zł za dobę, a ktoś oferuje praktycznie taki sam standard za 200 zł, warto się zastanowić, z czego wynika tak duża różnica.
Nie warto również ulegać presji czasu. „Ostatni wolny termin”, „za chwilę ktoś wpłaci zaliczkę” czy „jeśli chce Pan/Pani zarezerwować, trzeba wpłacić jeszcze dzisiaj” – takie komunikaty powinny skłonić do jeszcze dokładniejszego sprawdzenia oferty, a nie do szybkiego przelewu.
Sprawdź właściciela i dane obiektu
Policjanci przypominają również o sprawdzeniu danych osoby lub firmy wynajmującej obiekt.
W przypadku przedsiębiorców można sprawdzić informacje w Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (CEIDG). Warto również sprawdzić, czy obiekt znajduje się w odpowiednich ewidencjach prowadzonych przez gminę.
Nie należy sugerować się wyłącznie opiniami znajdującymi się na stronie internetowej obiektu. Takie opinie mogą być przecież przygotowane przez właściciela strony. Znacznie lepiej porównać informacje z kilku niezależnych miejsc.
Jeżeli oferta nie zawiera pełnych danych kontaktowych, brakuje dokładnego adresu, osoba wynajmująca nie chce podać podstawowych informacji albo wszystkie pytania kończą się odpowiedzią „proszę tylko wpłacić zaliczkę”, najlepiej zrezygnować.
Zachowaj potwierdzenie przelewu
Policjanci zalecają także, aby zaliczki wpłacać na rachunek bankowy i zachowywać potwierdzenie przelewu. Nie kasujmy również wiadomości, SMS-ów, maili czy rozmów związanych z rezerwacją.
Warto poprosić o rachunek, fakturę lub inny dokument potwierdzający wpłatę. Jeżeli później okaże się, że zostaliśmy oszukani, wszystkie takie informacje mogą mieć znaczenie.
Kilka minut może oszczędzić sporo pieniędzy
Weryfikacja oferty nie musi być trudna. Wystarczy poświęcić kilka minut i zrobić kilka podstawowych rzeczy: sprawdzić zdjęcia w Google, wyszukać nazwę obiektu, zobaczyć jego lokalizację w Mapach Google, sprawdzić stronę internetową, Facebooka, telefon i dane osoby wynajmującej.
Wiele oszustw można prawdopodobnie wykryć właśnie w ten sposób. Problem w tym, że często ludzie tego nie robią. Widzą ładne zdjęcia, dobrą cenę i wolny termin w interesującym ich miejscu, więc szybko wpłacają pieniądze.
A oszuści cały czas wymyślają nowe sposoby działania.
Dlatego przy rezerwacji wakacyjnego noclegu najważniejsza zasada jest prosta: najpierw sprawdź, potem zapłać. Kilka minut poświęconych na sprawdzenie oferty może oszczędzić nam nie tylko kilkuset złotych, ale również sporego rozczarowania, kiedy zamiast rozpoczęcia wakacji na miejscu okaże się, że zarezerwowany obiekt wogóle nie istnieje.
W artykule wykorzystano informacje prasowe przekazane przez Policję w Jeleniej Górze, autorstwa podinspektor Edyty Bagrowskiej.



