Z miłości do książek… i na minusie. Dramat małej księgarni

Foto : Księgarnia Atena

Drzwi skrzypią tak samo jak dwadzieścia lat temu. Zapach papieru też się nie zmienił. W Księgarni Atena czas płynie inaczej – wolniej, jakby poza logiką galerii handlowych i internetowych koszyków. A jednak to właśnie logika rynku najmocniej daje się tu we znaki.

Wiele osób powtarza, że księgarnie zabił internet. Albo że ludzie przestali czytać. Tyle że to nieprawda. Czytelnictwo bije dziś rekordy wzrostu. Co czwarta książka wciąż sprzedawana jest w księgarniach. Bywa, że ktoś jedzie kilkadziesiąt kilometrów tylko po to, żeby wziąć książkę do ręki, przekartkować, zobaczyć ilustracje. Zwłaszcza dla dzieci – tego nie da się kupić „w ciemno”.

A jednak między 2014 a 2015 rokiem coś się załamało. W przypadku Ateny to około 700 tysięcy złotych rocznego obrotu mniej. Jednym ruchem. Właściciele mówią wprost – to skutek rządowej reformy. Zyski spadły, koszty w kolejnych latach rosły. Matematyka była bezlitosna.

Kiedyś z księgarni żyło sześć osób – dwoje właścicieli i cztery pracownice. Pod koniec roku bywały jeszcze premie. Dziś? Dziś praca często jest właściwie za darmo. Nie udaje się zarobić nawet na półtora etatu dla pracownic. A przecież czynsz, prąd, podatki – tego nikt nie umarza.

Krystyna Czerniga Właścicielka Księgarni Atena Najstarsza stażem księgarz w Polsce 50 lat pracy w księgarni

Mało kto wie, że same książki literackie i dziecięce to zaledwie 30 procent wartości rynku. Z tego nie da się utrzymać całorocznej księgarni. Kiedyś funkcjonował inny model – w czasach Domu Książki część wynagrodzenia była stała, księgarze byli związani z kulturą, nie tylko z handlem. Po prywatyzacji rolę tej „pensji zasadniczej” przejął handel podręcznikami. Przez większą część roku księgarnia była na minusie, sezon wakacyjny ratował bilans.

W Atenie przez dwadzieścia lat każdej wiosny brano kredyt obrotowy. Spłacany był po wakacjach. Z resztek zysków można było inwestować w nowości, w debiutantów. Niektóre z tych książek stoją na półkach do dziś. Zamrożone pieniądze, ale też kawał historii.

Właściciele nie chcą dotacji ani zbiórek. Mówią: chcemy normalnie pracować. Wystarczyłoby, żeby lokalne budżety na książki były wydawane lokalnie – tak jak w Niemczech. I żeby ukrócić szarą strefę w publicznej oświacie, dziś powszechną zwłaszcza w przedszkolach. Tyle. Dziura w budżecie księgarń przestałaby straszyć.

Bo sprawnie działająca księgarnia to nie jest zwykły sklep. Żadne festiwale, nawet najdroższe i najbardziej medialne, nie budują nawyku czytania tak jak miejsce, do którego można wejść spontanicznie, w drodze ze spaceru. Babcia nie zaprowadzi wnuczki do sklepu internetowego, żeby wspólnie wybrały książeczkę z obrazkami.

Ekonomiści nie mają wątpliwości: wysoki poziom czytelnictwa to realne pieniądze dla gospodarki. Szacuje się, że wzrost czytelnictwa mógłby zwiększyć kapitał ludzki w Polsce nawet o 12,5 miliarda złotych rocznie. Jeden procent lepszych wyników czytelnictwa może podnieść PKB o 1,5–2,5 procent. Inwestycje w umiejętności czytania przynoszą większy zwrot niż inwestycje w kapitał fizyczny.

Tymczasem ponad 60 procent dorosłych Polaków nie czyta książek. Koszty tego stanu liczone są w miliardach utraconych korzyści.

Warto też dodać, że dla wielu czytelników z Kowar, Gminy Mysłakowice księgarnia Atena jest najbliższą niezależną księgarnią. Od lat przyjeżdżają tam mieszkańcy, często całe rodziny z dziećmi, żeby kupić książki i po prostu pobyć w miejscu, które żyje literaturą. Dlatego dla czytelników z Kowar także ważne jest, aby Atena nadal istniała.

Właściciel księgarni Rafał Czerniga przez lata bywał też w Kowarach przy różnych społecznych inicjatywach – prowadził spotkania autorskie w szpitalu, gotował kapuśniak podczas biegu 1 marca, a jako Spider-Man odwiedzał na prośbę rodziców przedszkola, rozdając dzieciom książeczki. Pomagał także w zorganizowaniu wykonania tablicy do tamtejszego kościoła. To wszystko działo się w czasach, kiedy było jeszcze na to więcej sił i możliwości. Dziś pozostaje przede wszystkim nadzieja, że księgarnia nadal będzie miejscem ważnym dla czytelników z całego regionu.

To jedna z tych księgarń, które jeszcze zostały – z tradycją, z historią, z pamięcią o dawnych czasach. Jedna z nielicznych.

Pytanie brzmi nie czy przetrwa. Pytanie brzmi – czy pozwolimy jej przetrwać, zanim zniknie po cichu jak setki innych.

5 thoughts on “Z miłości do książek… i na minusie. Dramat małej księgarni

  1. Problem nie braku czytelnictwa, ale w stagnacji i konserwatywnego podejścia do prowadzenia księgarni.
    Każda księgarnia powinna mieć stronę internetową ze sprzedażą w Internecie, plus sprzedaż dodatkowa na portalach aukcyjnych jak allegro.
    Siedzenie i czekanie na klienta to nie ta epoka.
    Sprzedaż w Internecie umiejętnie prowadzona przyniesie większy dochód od stacjonarnej, czasem kilkukrotnie większy.
    Kolejny powód upadku to wielkie marże bibliotek w stosunku do cen w Internecie.
    Księgarnie same się zabijają, żyjąc w przekonaniu że jest XX wiek.
    Dodam, że wiele z księgarni nie jest dostosowana pod turystów, akcentując sprzedaż książek o tematyce regionalnej, ale trzy ma te książki ukryte na regałach zamiast na witrynach by zobaczył je turysta.
    Większość księgarni okupiła się takim szajsem i tysiącami książek których nikt czytać nie chce że jest ciasno i zniechęca to do wejścia.
    A można wzorem zachodu zapraszać autorów na małe spotkania autorskie podczas których sprzedaje się tytuły zaproszonej osoby.
    Można robić jakieś małe imprezy, wydarzenia, współorganizować z biblioteką publiczną, domem kultury.
    Trzeba po prostu ruszyć du… a nie jęczeć.

  2. Jak patrzę na tytuły książek za właścicielką księgarni to nie dziwi mnie znikoma sprzedaż, np. „Zautomatyzuj swoją firmę z Pythonem. Praktyczne rozwiązania dla firmowej sieci Bassem Aly…” i kilkanaście albo dziesiątki podobnych. Wyżej „Projekt 2013” w 2026 roku?
    Zamiast wywalić te, co nie poszły przez 2 lata i wystawić tanio w internecie to tylko kurz zbierają

    1. Zdjęcie archiwalne. Od kilku lat cała informatyka jest przeniesiona i w dużej przecenie, większość książek za „co łaska”.

  3. W większości zgadzam się z wcześniejszymi komentarzami. Jako osoba prowadząca księgarnie stacjonarną mam pojęcie jak wygląda to od zaplecza. Rynek jest trudny, ale tak jest w każdej branży. Brak sprzedaży w internecie to największy błąd biznesów z tradycjami, których właściciele wspominają stare, lepsze czasy.
    Z całym szacunkiem do prowadzących tą i wiele innych księgarni stacjonarnych, większość waszych mebli pamięta Dom Książki, czyli mają blisko 40 lat…
    Autor artykułu nawet nie ma świadomości jak trafnym określeniem się posłużył wspominając o drzwiach skrzypiących tak samo jak 20 lat temu…
    Czy zmiany na rynku są potrzebne? Tak
    Czy takie księgarnie mają sens? Tak, ale tylko wtedy jak zaczną zmieniać swoje oblicze.
    Sorry za brutalność, ale klient tych księgarni powoli wymiera i już dawno powinno się budować ofertę pod nowego, młodszego klienta. I nie chodzi tylko o asortyment, ale też formę sprzedaży.
    Powodzenia.

  4. Jest tyle książek regionalnych które są bliskie mieszkańcom regionu. Nie czyta się klasyków prozy .

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *